Dzisiaj czwartek, 22 lutego. Po Mszy Św. wieczornej GORZKIE ŻALE.

Misja ks. Adama na Kubie

Opublikowano 3 listopada 2016 przez użytkownika Kamil w kategorii Bez kategorii
Zaktualizowano 20 grudnia 2017

Nr konta bankowego ks. Adama:

13 1500 1344 1013 4015 6483 0000

 

 

…owinęła go w pieluszki i położyła w żłobie,

bo nie było dla Nich miejsca w gospodzie…

„Gdyby nie Boże Narodzenie, człowiek czułby się oszukany.

Nie może bowiem wystarczyć sam sobie. Zawsze tęskni za kimś

większym od siebie. Bo przecież nawet w zespoleniu z drugim

człowiekiem jest miejsce na samotność” (J. Twardowski)

 

Niech Nowonarodzony Jezus Chrystus wypełni Twoje życie swoją obecnością.

Niech Ten, który rodzi się w żłobie wyzwoli od chęci posiadania rzeczy i osób i obdarzy wolnością i radością serca.

Niech Zbawiciel owinięty w pieluchy nauczy kochać to, co zwykłe i szare, bo w codzienności rodzi się Bóg.

Niech zawsze znajdzie się miejsce dla tego co dobre, piękne i prawdziwe, aby ukazywać światu wielkość małego Boga.

Abyś nigdy nie czuł się samotny, zrozpaczony, bez nadziei, bez przyszłości- bo wszystko, czego potrzebujemy spotkamy tej Świętej Nocy patrząc w twarz Jezusa.

Abyś zawsze tęsknili za tym co większe, piękniejsze i świętsze!

Bożego życia i mocy z Nieba!

Adam Wiński

Jiguani, Cuba, 19.12.2017

19.12.2017

Przyjaciele!

 

Święta coraz bliżej, ale u mnie jeszcze nie ma nastroju świątecznego. Jest za to pył, cement i bałagan. Udało się rozpocząć przebudowę terenu przykościelnego do użytku katechezy i przestrzeni rekreacyjnej. Ale skoro na Kubie wszystko jest pięć razy trudniejsze niż w normalnym świecie to budowanie czegokolwiek jest chyba dziesięć razy trudniejsze. Udało się wyprosić pieniądze od Ambasady Polskiej na ten cel- i to wcale nie małe- ale jak to projekty domagają się rozliczenia precyzyjnego. Jak to zrobić, tego już nikt nie wie- bo skoro w sklepach- nawet z materiałami budowniczymi nie ma nic, to uzgodniłem, że wystarczy proste oświadczenie z kopią dowodu o sprzedaży jakiegoś produktu budowlanego. Rozpoczęło się szukanie- tutaj kilka worków cementu w jednej cenie, w innym miejscu w innej. Piasek, kamienie, a nawet posadzkę przywieźli jeszcze ciepłą- wszak robioną pod osłoną nocy… Jeszcze kilku rzeczy brakuje, ale tak być musi.

Pozwolenie na piśmie na przebudowę dostałem, ale zawsze jest jakieś ale… Pierwszego dnia dostałem mandat za to, że piasek leżał na chodniku przy kościele- pomimo, że ludzie pracowali ze mną przerzucają go na teren kościoła… Drugiego dnia dostałem mandat za postój ciężarówki przed kościołem dłużej niż godzinę… Trzeciego za to, że pomocnicy nie mieli zaświadczeń zdrowotnych- poprosiłem, żeby urzędnik pokazał mi swoje zaświadczenie- stwierdził, że pracownicy rządowi nie potrzebują zaświadczeń… Tak więc trzy mandaty- w takich momentach zaciskam zęby i knuję spisek, żeby chociaż odrobinę satysfakcji posiąść. Mandat płaci się na policji- więc dzień wcześniej udałem się do Bayamo- miasta stolicznego celem jak najdrobniejszego rozmienia pieniędzy na mandat- aż do rozmiarów jednego centa- to oznacza, że na jednego peso – trzeba 100 takich monet… Łącznie za jeden mandat pół reklamówki pieniędzy- a przy słabej znajomości matematyki to oznacza godzinę liczenia dla trzech osób. Słowem paraliż komisariatu na kilka godzin- a dla mnie satysfakcja gwarantowana….

Przywitałem się miło z panem milicjantem i mówię, że w sprawie mandatu… po 15 minutach odesłał mnie do innej pani milicjant i zasiadłem na krześle triumfując milcząco… wyjąłem mandat tłumacząc, że nie słusznie- pani mile podkreśla, że zawsze można napisać odwołanie- a ja, że nie nie- chętnie zapłacę bo przecież moi przyjaciele złożyli się na mandat… wszyscy… Pani zaczęła uzupełniać druczek a ja zupełnie poważnie i z gracją wyjąłem z plecaka pierwszą reklamówkę. Milicjantowa spojrzała na mnie i na zawartość i wyszła… Wróciła z dwoma milicjantami i oburzeni nic nie mówiąc zaczęli liczyć… Ja opowiadałem o sobie, świecie i wypytywałem jak się czują, jak żyją- tak z troski pasterskiej o owieczki zagubione, także w liczeniu worka groszy. A mandat wynosił równowartość siedmiu dolarów… to znaczy 7 peso convertibles to znaczy 175 peso narodowych a to wszystko pomnożyć przez 100, albowiem na pierwszy mandat nazbierałem po jedynym malutkim cencie…

Liczyli, układali, pocili się, a ja ze spokojem dialogowałem, co by nie ukazać szyderczego uśmiechu- pierwszej lekcji. A minęła już pierwsza godzina rachunków… Pierwszy mandat został rozliczony po godzinie czterdziestu minutach,  a gdy zmęczeni policjanci odetchnęli z ulgą wyjąłem kolejny mandat i dodałem z troską- trzy takie otrzymałem i wszystko pragnę uregulować. Panowie milicjanci nie wytrzymali i wyszli, a pani wstała, aby napić się wody… Po chwili wrócił pan z ministerstwa wewnętrznego i przyniósł papiery do podpisania- sam je przygotował wraz z jednym z liczebników pesowych:) – był to prosty dokument z anulowaniem dwóch kolejnych mandatów- ale ja tłumaczę, że nie potrzebuję, że chętnie zapłacę- wszak poczuwam się do winy- ale owieczkom mundurowym nie było do śmiechu- a jakomże człowiek niekonfliktowy raczej, podpisałem papiery- a mandaty natychmiast anulowano… Zapakowałem ciężki plecak monet i zapowiedziałem- jakby były kolejne to w domu mam dużo więcej takich, a sąsiad ma taczkę:)

Gdyby tylko takie problemy były przy budowach. A to robotnicy worek cementu wynoszą, a to płytek dwadzieścia… Sprawę rozwiązałem dosyć prosto- przecież zwykłe małe mp3 to dla nieświadomych kamera- którą dyskretnie zawiesiłem przy wejściu i w miejscu prac- ale żeby nie było, że to ja- zachęciłem parafianina, co lubi dużo mówić i pokazałem dyskretnie pseudo-kamerkę i zaraz wszyscy widzieli, robotnicy także. Budowa idzie, ludzie pracują, a ja szukam brakujących materiałów i kontroluje… i zawsze jak to przy budowach budżet przerasta oczekiwania… ale skoro Jezus rozmnożył chleb i ryby, a nawet wino w Kanie- to i z moją ekonomią sobie poradzi- poprosiłem Go o to w świątecznym prezencie:)

Taki czas teraz mam.

Już jesteśmy po rekolekcjach przygotowani do narodzin Pana. Skoro przyszedł w nędznej szopie to i nie pogardzi pyłami i cementem… A pasterkę będziemy świętować wszyscy razem- zamówiłem bydło-wozy i wszyscy przyjadą, a po Mszy Św. każda wspólnota przedstawi krótkie jasełka i a nawet ciasto będzie:)

Bożych Świąt

List październikowy- taki bardzo prosty

Kochani przyjaciele!

 

I wszystko wróciło do normy. Zaczął się rok szkolny i akademicki oraz pora deszczowa- więc codziennie padają obfite deszcze. A jak pada deszcz- to ludzie do kościoła nie idą- takie zwyczaje dziwne, które trudno przezwyciężyć. To chyba i dobrze, bo tektura robiąca za podwozie samochodu rozmokła i nie działa już. Jak pada- trzeba do jazdy samochodem zdejmować buty- wtedy wszystko dobrze. Odkryłem jeszcze jeden mały problem- jak pada to przewody hamulcowe- wiszące sobie swobodnie i leniwie stają się jeszcze bardziej leniwe- i w ogóle nie ma hamulców ani ręcznego ani zwykłego- a wtedy jeżdżenie samochodem jest prawdziwym aktem wiary:) Ale to wszystko takie przejściowe trudności. W ubiegłym tygodniu ukradli mi korek do zbiornika z benzyną. Szukałem korka ale nigdzie nie było, szukałem nawet podobnego samochodu- ale nie było. Przecież w kraju prowizorycznym wszystko da się zastąpić i udało się wystrugać korek z drewna- jest nawet czarny sznureczek, który miał być białym :). Korek jest, ale teraz muszę wozić młotek-mój nowy nabytek- co by ten korek odpowiednio umieścić w baku- bo benzyna droga bardzo. A wśród radości jest to, że mam UWAGA!- nowy akumulator- i tak powoli wszystko będzie nowe w moim wyrobie samochodopodobnym.

A skoro już jesteśmy przy samochodzie to opowiem poniedziałkową historię… Dojechałem na oparach benzyny- ponoć ten samochód ma ludzie uczucia i wie, że jak mało w baku to bardziej oszczędza- do Bayamo na zjazd duszpasterski księży- nominowano mnie diecezjalnym duszpasterzem młodzieży. W poniedziałki rano benzyny nie ma, podobnie jak we środy i w soboty, ale w poniedziałki popołudniu już jest- więc na ostatnich resztkach jadę do stacji i nagle samochód kończy z ludzkimi odczuciami i ani w  przód a  ni w  tył- opary się skończyły- to chyba wina tego drewnianego korka z dziurką :). Spokojnie- wszak jestem już na stacji paliw- jeszcze tylko… no właśnie skradziono mi portfel- nie mam ani grosza, aby zatankować… Ale w takich chwilach nie tracę równowagi- może gdzieś w schowku, na podłodze, albo jako podkładka pod śruby jest jakiś pieniądz- ale tu nic a nic… Od miasta już daleko- myślę-zwyczajnie zadzwonie do jakiegoś księdza- może będzie człowiekiem i pomoże, poradzi coś. I kolejne rozczarowanie- telefon się rozładował- spotkanie było w miejscu, gdzie nie ma zasięgu i się rozładował wziął… Tylko spokojnie- pomyślałem- musi być jakieś rozwiązanie… przecież, aby wrócić do domu potrzebuję dwa dolary… może spotkam kogoś znajomego- ulituje się i pożyczy- dwa dolary to tylko 3 dni pracy… Pytam pana sprzedającego paliwo- przecież mnie zna, zawsze tu kupuje- ale nie ma pieniędzy… Pytam pani w sklepie, żeby pożyczyła- nie ma pieniędzy- nie ma naprawdę nie tylko tak, abym się odczepił. Odwiedziłem nawet konkurencję-  mieszkającego w pobliżu pastora zielonoświątkowego- nie było go w domu, a zona zbyt miła nie była… Dwa wyjścia- jechać do domu, wypożyczyć samochód i wrócić z pieniędzmi, albo dalej szukać. Z racji oszczędności wybrałem to drugie i usiadłem w parku po drugiej strony stacji, a samochód wysychał z pragnienia… Paradoks czy cud jaki podszedł do mnie pan-pani, trans chyba o najstarszych na świecie kwalifikacjach zawodowych- wyjątkowo obleśny, ale też dziecko Boże i zaczepił, zagadał. Miał na imię Oscar i oto wyjął z chusteczki dwa dolary i dał mi je tak zwyczajnie- bez dowodu osobistego, numeru telefonu, wielu pytań. -Jak będziesz miał to oddasz- wiesz gdzie pracuje- uśmiechnął się i rozejrzał wokoło… Jakie upokorzenie- ja żebrzę na ulicy i pomaga mi taki ktoś, albo nawet ktosia. A dzień wcześniej w niedzielnej Ewangelii-  prostytutki wejdą przed wami do nieba… Ha, teraz rozumiem dlaczego Jezus był przyjacielem celników i prostytutek 🙂

Moją namolną Edeliste zabrali do szpitala psychiatrycznego. Przychodziła w piżamie, rano, w nocy i w dzień, opowiadała dziwne rzeczy, stawała się agresywna- po kilku miesiącach nastraszyłem czerwonych przywódców i udało się- zabrali ją do szpitala… Byłem ją odwiedzić- przypięta do łóżka, w kaftanie bezpieczeństwa patrzyła gdzieś w dal- zero kontaktu… mam nadzieję, że leki ustawią wszystko i wróci do normalnego w miarę funkcjonowania. Modlę się za nią i wierzę, że wszystko będzie dobrze.

Po wakacjach z parafii wyjechało 6 młodych i 3 małżeństwa. Młodzi na studia, jeden chłopak do wojska na dwa lata, a rodziny za godnym życiem i chlebem. Smutne, ale prawdziwe- jedynym marzeniem moich młodych jest wyjechać, wyrwać się stąd  i nigdy nie wrócić… Życie bez nadziei i przyszłości jest smutne.

Teraz epidemie panują jakieś tam Zica czy inne tam choroby i ludzie umierają… roznoszą ją komary, których teraz dużo.

Chwilowo skończyły się kurczaki- nawet te w Pewexsie, ale to chyba chwilowo tylko.

Oczekuję na wizytę Sióstr, które- jak Bóg da- od września miałyby zamieszkać w Jiguani i pracować ze mną w duszpasterstwie. Proszę o modlitwę w tej intencji- ludzie tutaj bardzo potrzebują obecności księży i sióstr, którzy będą pokazywali Drogę.

Kuba ma nowego biskupa- przed tygodniem wyświęcono padre Juanita na biskupa Ciego de Avila- nie będzie miał łatwo- diecezja ma 5 parafii i chyba tylko 7 księży…

Przygotowuję się teraz do przyjęcia Krzyża ŚDM oraz ikony Matki Bożej – będzie ruch w parafii i teraz mam wiele przygotowań- więc żyję intensywnie.

 

Dziękuję za każdy gest przyjaźni, za listy, wsparcie i wszystko

wasz Adam

6.10.2017